ProjektMS

Sprawdzenie samochodu przed kupnem: Opel Corsa D | opis

Sprawdzenie samochodu przed kupnem: Opel Corsa D (2009) –  opis 

Kolejne sprawdzenie samochodu przed kupnem za mną. Tym razem na celowniku znalazł się Opel Corsa D z 2009 roku. Pod maską pracował benzynowy silnik 1.2, a na liczniku widniał przebieg 160 000 km. Samochód był użytkowany w Polsce już od pewnego czasu. Przygotowując ten opis, chcę Wam pokazać, jak bardzo słowa z ogłoszenia potrafią mijać się z brutalną rzeczywistością i dlaczego nie warto ufać na słowo.

Zapewnienia sprzedawcy a rzetelne sprawdzenie samochodu przed kupnem

Podczas wstępnej rozmowy telefonicznej sprzedający składał bardzo stanowcze zapewnienia. Pojazd miał być absolutnie bezwypadkowy. Właściciel twierdził, że przed swoim własnym zakupem mierzył auto miernikiem grubości lakieru i całe nadwozie zachowało się w oryginalnej powłoce. Otwarcie przyznał jedynie, że przednia szyba była wymieniana. Zapewniał mnie również, że w jednostce napędowej nie ma najmniejszych wycieków, a z przodu założone są świeże, nowe hamulce. Brzmiało to obiecująco, ale moje doświadczenie uczy, że tylko osobiste sprawdzenie samochodu przed kupnem weryfikuje takie bajki.

Moje sprawdzenie samochodu przed kupnem obnaża prawdę – co ukrywała Corsa?

Na miejscu oględziny trwały zaledwie około 10 minut. Tyle wystarczyło, abym ja i mój klient wiedzieli już na 100%, że nie chcemy tego auta. Oto mój opis wad, które natychmiast wyszły na jaw:

  • Blacharka i lakier: Prawy tylny błotnik był wycinany i wstawiony został inny element. Pomimo tej poważnej ingerencji, na tylnym prawym błotniku znalazła się taka ilość szpachli, że wynik wyszedł ponad zakres mojego miernika! Wnęka drzwiowa była lakierowana i również szpachlowana. Prawe drzwi miały na sobie drugi lakier.
  • Detale nadwozia: Zderzaki były wtórnie lakierowane i fatalnie spasowane. W bagażniku, przy kole zapasowym, stała woda, a w poszyciu bagażnika rzucały się w oczy widoczne nity.
  • Eksploatacja i mechanika: Opony nadawały się wyłącznie do śmietnika. Muszę jednak oddać sprawiedliwość w dwóch kwestiach – hamulce z przodu faktycznie były wymienione na nowe, a szyba czołowa rzeczywiście była zmieniona.
  • Silnik: Pod maską pojawiły się kolejne problemy. Zauważyłem wyraźny wyciek na przepustnicy. W zbiorniczku płynu chłodniczego pływała duża ilość gęstego szlamu. Moją uwagę zwróciła też skrzynia biegów – była podejrzanie błyszcząca i czyściutka na tle reszty naturalnie brudnego silnika.

Finał historii, czyli dlaczego sprawdzenie samochodu przed kupnem to konieczność

Jak łatwo się domyślić, do zakupu nie doszło. Postanowiłem jednak zapytać wprost: co z oświadczeniem o bezwypadkowości auta, skoro moje sprawdzenie samochodu przed kupnem wykazało cięcie blachy i kilogramy szpachli? Sprzedawca nagle nabrał wody w usta, po czym rzucił standardową w tej branży odpowiedź: „Panie, auto leciwe, to czego pan oczekiwał?”.

Mój klient doskonale zdaje sobie sprawę, że samochód ma swoje lata. Jednak obaj mamy proste zasady: jeżeli ktoś mówi, że auto jest bezwypadkowe i bezkolizyjne, że przed zakupem sam dokonał pomiaru lakieru, wszystko jest w oryginale i podczas jego użytkowania nie było żadnej szkody – to tego należy się trzymać! A jeśli rzeczywistość jest inna, to trzeba po prostu powiedzieć prawdę, szanując czas i pieniądze kupującego.

Najlepszym podsumowaniem tego opisu niech będzie fakt, że zaraz po naszym wyjeździe ogłoszenie całkowicie zniknęło z portalu sprzedażowego.